piątek, 14 lipca 2017

12) Maggie Stiefvater - Wyścig śmierci





Tytuł: Wyścig śmierci
Autor: Maggie Stiegvater
Liczba stron: 496
Data wydania: 6 kwietnia 2017
Wydawnictwo: YA!
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel











   "Wyścig śmierci" pióra Maggie Stiefvater opowiada historię dwójki nastolatków Puck i Seana, biorących udział w Wyścigu Skorpiona. Ów zawody są śmiertelnie niebezpieczną zabawą, w której zwycięzca może być tylko jeden, lecz niejedna może zginąć. Ścigający dosiadają niezwykłych koni. Each uisce to krwiożercze konie wodne, wyłaniające się z morza w okolicach listopada. Puck, a raczej Kate Connolly decyduje się na wystartowanie pod wpływem chwili. Mimo tego co spotkało jej rodziców, dziewczyna bierze udział w niebezpiecznym wyścigu, w którym może podzielić los matki i ojca. Sean Kendrick jest czterokrotnym zwycięzcą Wyścigów i jedyną osobą, której konie na prawdę się słuchają. Jako jedyny potrafi nad nimi zapanować co daje mu przewagę w zawodach. Losy tej dwójki krzyżują się na kartach powieści, która nie do końca sprostała moim oczekiwaniom.

   Maggie Stiefvater można kojarzyć z takich tytułów, jak cykl pt. "Wilkołaki z Mercy Falls" lub serii "Król Kruków". Sięgając po kolejną historię tej autorki spodziewałam się podobnych klimatów - tajemnicy, romansu i wartkiej akcji. W swoich powieściach autorka nawiązuje do mitów i legend. Jednak zamiast ściśle trzymać się schematów, bawi się, modyfikuje i wyrzuca z nich coś, co jej zdaniem tam nie pasuje. Tak powstaje jej własna historia, luźna interpretacja, która w cyklu o Królu Kruków urzekła mnie i oczarowała. 

   Zamiast spodziewanej się przeze mnie wartkiej akcji dostałam coś w rodzaju ciągnącej się w nieskończoność historii i rozważań. Sięgając po ten tytuł, liczyłam na przyjemne fantasy, jednak to co czytałam przypominało mi bardziej obyczajówkę z elementami magicznymi. Od kilkunastu pierwszych stron miałam wrażenie, że autorka za bardzo skupia się na dylematach i życiu postaci. Z niecierpliwością czekałam na tytułowy wyścig, a kiedy w końcu go otrzymałam dostałam około 20 stron pasjonującego opisu, po którym nastąpił powrót do “szarej” rzeczywistości.

   Mimo lekkiego stylu autorki książkę czytało mi się na prawdę słabo. Pomysł na historię o krwiożerczych koniach przypadł mi do gustu, jednak Maggie Stievater nie wykorzystała w pełni jej potencjału. Tak jak wspominałam zabrakło mi tej magi i fantastyki, której jest pełno w jej innych powieściach. Zabrakło mi tego czegoś. Niektóre opisy i porównania ciągle się powtarzały.

   Akcji jako takiej nie było. Oprócz wspominanych 20 stron wyścigu czytelnik ma do czynienia z opisem jazdy konnej, morza i plaży. Dodatkowo autorka ofiaruje nam wspomnienia głównych bohaterów i przygotowania do Wyścigu Skorpiona.

   Plusem tej powieści jest sposób w jakim zostały przedstawione konie. Czasami czułam się, jakbym czytała książkę poświęconą tylko im, gdzie to właśnie te zwierzęta odgrywają główną rolę. Opisy jazdy konnej były ciekawe, barwne i wyróżniające się. Jako, że nigdy nie siedziałam w siodle było to dla mnie miłe przeżycie, móc wyobrazić sobie jak to jest.

 Bohaterowie książki to kolejny minus. Sean to typowy sportowiec. Korzystać ze swoich umiejętności umie, z mózgu nie za bardzo. Each uisce są dla niego najważniejsze i czasami zachowuje się, jakby te krwiożercze zwierzęta były zwykłymi małymi kotkami. Wyścig to jedyny czas, w którym wyrywa się z monotonnej pracy w stajni i zaczyna czuć, że żyje. Kate zaś to sama zagadka. Nie wiadomo ile ma lat, ani tak na prawdę co skusiło ją do wzięcia udziału w konkursie. Wiemy o niej, że jej rodzice umarli, zostawiając ją z braćmi. Nie jest ciekawa świata poza wyspą, ponieważ się go boi, co jest trochę dziwne, zwłaszcza, że bierze udział w wyścigu, w którym może zginąć. 

   Podsumowując, po autorce spodziewałam się o wiele więcej. “Wyścig śmierci” jest monotonny i nudny, a jego jedynym plusem są opisy koni i each uisce. Styl autorki nie jest zły tak samo jak pomysł, aczkolwiek jego potencjał w moim odczuciu został zmarnowany. Jest to książka, która przypadnie do gustu starszym dzieciom lub pasjonatom jazdy konnej, jednak dla młodzieży czy dorosłych nie będzie dobra. Można tylko zastanawiać się, jakby wyglądała historia Puck i Seana, gdyby autorka postarała się bardziej i zamiast skupiać się na przygotowaniach, skupiłaby się na tytułowym wyścigu.



Za możliwość przeczytania dziękuje stronie sztukater.pl



Moja ocena: 2/10





12 lipca 2017
Aelin Ether

środa, 12 lipca 2017

11) Leigh Bardugo - Królestwo kanciarzy

 






Tytuł: Królestwo Kanciarzy
Autor: Leigh Bardugo
Liczba stron: 608
Data wydania: 29 marca 2017
Wydawnictwo: MAG
Cykl: Szóstka wron (Tom 2)










    Po fenomenalnej pierwszej części czas na kontynuację przygód Kaza Brekkera i jego ekipy od brudnej roboty. Zasadzki, sztuczki, walka i tajemnice - wszystko to znajdziecie w "Królestwie Kanciarzy" pióra Leigh Bardugo.

   Oszukani i zdradzeni, Kaz Brekker wraz z drużyną muszą się zmierzyć z kolejnymi przeciwnościami. Wydawałoby się, że po skoku na Lodowy Dwór nic nie będzie w stanie ich pokonać. Jednak życie napisało im inny scenariusz. Nasze wrony będą musiały zmierzyć się nie tylko ze swoimi wrogami, lecz także z demonami nękającymi ich duszę. Walka będzie nie fair, ale od kiedy życie jest fair?

   Historia, którą przekazuje kontynuacja "Szóstki wron" wciąga od pierwszych stron. Jak zwykle Leigh Bardugo potrafi sprawić, że czytelnik zostaje pochłonięty przez wir zdarzeń i barwny świat. W kontynuacji dostajemy jeszcze więcej tajemnic i oszustw. Powieść ta przesiąknięta jest wydarzeniami! Z początku bałam się rozczarowania, po tak świetnym rozpoczęciu serii miałam niemałe oczekiwania względem "Królestwa Kanciarzy", jednak moje obawy zniknęły po kilku kartkach. Książka wciąga i sprawia, że biorąc ją do ręki, musimy pogodzić się z godzinami wyjętymi z życia, ponieważ to tytuł z rodzaju tych, które prędko nie wypuszczają ze swoich objęć.

   „Królestwo Kanciarzy” zachwyca nie tylko pięknym wydaniem, w którym od razu się zakochałam, lecz również wnętrzem i stylem autorki. Leigh Bardugo wprowadza czytelnika w świat pełen magii i intrygi. Dynamiczne, plastyczne opisy pozwalają wyobrazić sobie każdy szczegół. Jednak nie ukrywam, że czasami było ich za dużo i przeskakiwałam kilka linijek, aby znów dać się porwać w wir wydarzeń. Autorka w umiejętny sposób bawi się zwrotami akcji.

   Moim ulubionym elementem w tej historii jest wątek walki o władzę. Widzimy,co kieruje ludźmi, którzy chcą ją zdobyć i ile są w stanie poświęcić, by osiągnąć swój cel. Cała fabuła to ostra jazda bez trzymanki. Genialny i tajemniczy Kaz, sprytna Inej, ciekawa Nina, Jasper, Matthias i Wylan gwarantują nam całą gamę emocji. Smutek, radość, strach i zwątpienie.

   Bohaterowie to jeden z atutów tej historii. Mamy tutaj wachlarz charakterów – tak różnych, ale jednocześnie podobnych. To dziwne, jak skrajne przeciwieństwa potrafią mieć ten sam cel. Leigh Bardugo wykreowała naprawdę ciekawych bohaterów, nad którymi można myśleć dniami. Moim ulubieńcem pozostał tajemniczy Kaz, który zajmuje specjalne miejsce w moim serduszku pełnym postaci literackich. „Królestwo Kanciarzy” to zbiór mocnych charakterów. Autorka musiała spędzić wiele godzin, zastanawiając się nad każdą z postaci, ponieważ w tej powieści nie ma ani jednej podobnej osobowości. Dla takich książek i dla takich bohaterów warto poświęcić swój czas.

    Podsumowując to wszystko, książkę czyta się świetnie i szybko. Ciekawe postacie, przyjemny język autorki i cudowny pomysł na fabułę to plusy, które sprawiły, że „Królestwo Kanciarzy” stało się jedną z moich ulubionych książek. Leigh Bardugo i tym razem postarała się i przekazała w przyjemny sposób losy Zjawy, Kaza i reszty ekipy. Powieść porywa czytelnika i nie wypuszcza ze swoich objęć, aż do ostatniej strony. Jest mi smutno, że to już koniec mojej przygody z tymi bohaterami i w głębi duszy mam nadzieje, że autorka jednak zmieni zdanie i napisze o nich coś jeszcze. 

   Świat Girszy pochłonął mnie jak kiedyś świat Harry'ego Pottera. Jestem zaskoczona i szczęśliwa, że w czasach, w których powstaje, tak dużo powieści można znaleźć jeszcze coś pomysłowego, oryginalnego i tak szalenie wciągającego.



„W Ketterdamie nie ma dobrych ludzi – odparł Kaz. – Klimat im nie służy.”



Za możliwość przeczytania dziękuje stronie sztukater.pl


Moja ocena: 10/10




12 lipiec 2017
Aelin Ether

środa, 26 kwietnia 2017

10) Neal Shusterman - Głębia Challengera

Dzisiejsza recenzja nie byłaby możliwa bez współpracy ze stroną sztukater.pl

  







Tytuł: Głębia Challengera
Autor: Neal Shusterman
Liczba stron: 327
Data wydania: 15 marca 2017
Wydawnictwo YA!
Tłumaczenie: Rafał Lisowski











   Powieść Neal'a Shusterman'a pod tytułem „Głębia Challengera” to opowieść o chłopcu popadającym coraz głębiej w odmęty choroby psychicznej. Caden Bosch to zdolny licealista, który pewnego dnia zaczyna się dziwnie zachowywać. Jego rysunki zaczynają przybierać kształt bazgrołów, a on sam czuje, że przelewa na papier to, co myśli. Caden zaczyna żyć w dwóch światach i wie tylko jedno – nie może być pewien wszystkiego, co widzi.

   Historia oparta jest na doświadczeniach Brendana Shusterman'a, czyli syna autora. W książce oprócz litego tekstu możemy zauważyć właśnie jego rysunki, które doskonale dopełniają całą opowieść. Sam tytuł doskonale oddaje problematykę książki, ponieważ Głębia Challengera to najgłębiej położone miejsce w Rowie Mariańskim. Ocean, po którym podróżuje główny bohater, jest bezkresny. Potrafi być zarówno wzburzony, jak i spokojny – zupełnie jak myśli Caden'a. Gdzieś tam w tytułowej głębi znajduje się punkt bez odwrotu, całkowite zatracenia, dno... Całą podróż odbieram jako metaforę umysłu młodego Bosh'a. Choroba psychiczna, na którą zapada Caden jest nie tylko przerażająca, ale też fascynująca. Bohater z rozdziału na rozdział jest bliżej owej głębi swojego umysłu, spada i spada... Udaje, że dołączył do szkolnej drużyny, aby błądzić godzinami po mieście i pogrążać się w myślach. Fabuła książki zdecydowanie mnie ujęła, jednak miejscami nie mogłam przebrnąć przez kolejne kartki. „Głębia Challengera” to mocna i ciężka powieść, jednak zdecydowanie warta przeczytania. Uczy i zmusza do zastanowienia, jednocześnie przestrzegając. Dostrzegamy w niej zmienność życia, a przede wszystkim potęgę ludzkiego umysłu.

   W powieści występuje wiele ciekawie wykreowanych postaci. Jedną z moich ulubionych była papuga. Czytelnik podczas lektury, nie do końca może być pewny czy jest to bohater negatywny i pozytywny. Wiele czynników wpłynęło na to, że zaraz oprócz Cadena to właśnie ona przychodzi mi na myśl. Papuga to jeden z promyczków, w owej powieści. Choć nie do końca można powiedzieć, że przypadła mi do gustu, zdecydowanie zapamiętam ją jako dość specyficzne zwierze. Sam główny bohater to postać tajemnicza. Ujmuje nie tylko bezradnością, lecz także samym swoim niezłomnym charakterem. Jego myśli, umieszczone na kartach powieści, wspaniale oddają całokształt tej postaci.
Samo cudowne wydanie wprawia w melancholię swoimi barwami. Na żywo okładka wygląda jeszcze piękniej. Tak jak już wspomniałam, na kartach powieści, możemy zobaczyć rysunki Brendana Shusterman'a, które dodają kolorytu całej historii.

   Nie do końca jestem zadowolona z owej powieści, jednak nie mogę powiedzieć, że jest ona zła. Jest to powieść skierowana do młodzieży, jednak myślę, że wszyscy odnajdą coś dla siebie. Podziwiam autora za to, że był w stanie wrócić do tak trudnego okresu w swoim życiu i podzielić się tą historią ze światem. Mocnym punktem tej powieści jest zestawienie dwóch światów Cadena, w pewnym momencie ciężko mi było odróżnić prawdę od fikcji.

   „Głębia Challengera” to powieść wyjątkowa i klimatyczna. Napisana ciekawym stylem, miejscami może ciężka, lecz zdecydowanie warta polecenia. Dzięki niej możemy poczuć szaleństwo i niemoc, która ogarnia osoby chore psychicznie. Skłania do refleksji, miejscami bawi, lecz przeważnie napawa strachem. Historia, jak i rysunki tworzą razem klimatyczną całość, która sprawi, że Caden zostanie w Twoim umyśle na długo. Polecam tę książkę wszystkim osobom takim jak ja, które chcą zanurzyć się w głębiny ludzkiego umysłu.



Aelin, 26 kwiecień 2017 rok

sobota, 25 marca 2017

Book Haul #2

   W dzisiejszym poście, chciałabym Wam pokazać moje ostatnie książkowe zdobycze z okresu luty-marzec 2017. Zapraszam!













   Tak prezentuje się cały stosik, który przeraża mnie swoim rozmiarem. Jednym z moich postanowień noworocznych było ograniczenie zakupu książek, jak widać, marnie mi to wyszło.

 1) Morgan Rhodes - Upadające Królestwa
 2) Celine Kiernan - Zatruty tron
 3) Katy Reichs & Brendan Reichs - Wirusy I

Te trzy tytuły zakupiłam za niecałe 40 zł! Któregoś dnia wracając do szkoły, zajrzałam do księgarni i nie mogłam się oprzeć. "Upadające Królestwa" bardzo mnie zaciekawiły i myślę, że niedługo się za nie zabiorę.









4) Diana Gabaldon - Obca
5) S.J Kincaid - Diabolika
6) Tarryn Fisher - Margo
7) Veronica Roth - Naznaczeni śmiercią


Na "Obcą" pióra pani Gabaldon bardzo długo polowałam, a gdy tylko dostałam informację, że jest dostępna, w którymś ze sklepów internetowych od razu pobiegłam złożyć zamówienie!
"Margo" ujęła mnie przede wszystkim okładką, która jest cudownie matowa w realnym świecie, zaś "Diabolika" to pozycja, na którą od dawna czekałam ( mam nadzieję, że się nie zawiodę!). Kolejna książka Veronici Roth została zakupiona raczej z ciekawości niż powalającego opisu z tyłu, który niezbyt mnie zaskoczył. Chcę zobaczyć czy autorka choć trochę poprawiła swój styl i sposób kreacji postaci, które w serii "Niezgodna" były dla mnie jednowymiarowe.









  8) Rupi Kaur - Mleko i miód


Jest to pozycja, która stała się dla mnie czymś wyjątkowym. Od dawana marzyłam o zakupie tomiku poezji, a ten pojawił się w wyjątkowo dla mnie trudnym okresie życia. "Mleko i miód" ukazuje cztery aspekty życia, które są nieodłączne. Jak możecie zauważyć, okładka jest niestety zarysowana, lecz taka już była, kiedy otworzyłam paczkę. Moje ulubione wiersze pozaznaczałam kolorowymi zakładkami indeksującymi, które lepiej widać na zdjęciu całościowym. Zdecydowanie polecam zapoznać się z tym tomikiem. 

"the thing about writing 
is I can't tell if it's
healing or destroying
me"





9) Tarryn Fisher - Mimo naszych kłamstw
10) Mia Sheridan - Bez winy
11) Mia Sheridan - Bez szans


"Bez winy" Mii Sheridan udało mi się przeczytać w tym miesiącu w szybkim tempie i jestem pewna, że gdyby nie natłok pracy skończyłabym ją w jeden dzień. Książki tej autorki pochłaniam w zaskakującym tempie, nad czym ubolewam, ponieważ uwielbiam je czytać. Jestem pewna, że "Bez szans" również mnie oczaruje. Co do "Mimo naszych kłamstw" jest ostatnią częścią trylogii "Mimo naszych win". Niestety nie przeczytałam jeszcze drugiej części, jednak mam zamiar zacząć ją tuż po "Królu kruków", którego czytam obecnie. Tarryn Fisher pojawia się w tym poście już po raz drugi, jednak tym razem w typowym romansie, które są dla mnie doskonały przerywnikiem między książkami fantasy, science-fiction, a podręcznikami!







Post pragnę zakończyć tymi oto pięknościami. 
12) J.K Rowling - Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz.
13) J.K Rowling - Baśnie Barda Beedle'a
14) J.K Rowling - Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć,
15) J.K Rowling - Quiddith przez wieki.

Są to kolejne książki nawiązujące do uniwersum Harry'ego Pottera. Te "dodatki" oraz scenariusz były moimi pozycjami obowiązkowymi. "Baśnie Barda Beedle'a" posiadam w wersji anglojęzycznej, która jest równie pięknie wydana, jak ta tutaj.
Media Rodzinne rzeczywiście zrobiły kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o wygląd okładek. O treści zaś wypowiem się za kilka miesięcy w jednym poście. Scenariusz zaś zamierzam przeczytać pod koniec kwietnia i wtedy podzielić się z wami moją opinią.





I tak docieramy do końca postu. Przez dwa miesiące kupiłam 15 książek!! Mój portfel, aż płacze, a kolejne premiery już niedługo! Półek braknie, a książki same, magicznie przybywają. A Wy co ostatnio upolowaliście? Podzielcie się tym w komentarzach!







Aelin Ether
25 marca 2017

środa, 22 marca 2017

Wyjaśnienie, powrót i wielkie zmiany


   Moje życie ostatnio przybrało nieoczekiwany obrót. Wszystko wywróciło się do góry nogami, przez co musiałam zawiesić bloga. Teraz, na nowo pragnę dzielić się z Wami moimi przemyśleniami.

   Mam zamiar wprowadzić kilka zmian. Posty powinny pojawiać się minimum raz w tygodniu. Co więcej, raz na dwa tygodnie postaram się dodać post nierecenzencki. Na blogu pojawiać się będą różne akcje, podsumowania miesiąca czy tagi. Postaram się w niedalekiej przyszłości zorganizować dla Was konkurs. Wznowię dodawanie postów na Facebooku, na którego serdecznie zapraszam! Chcę, abyście czerpali z lektury mojego bloga jak najwięcej przyjemności, dlatego zamierzam również udoskonalić szablon oraz wszystkie rzeczy z nim związane.

   Jeśli macie jakieś propozycję, dotyczące mojego bloga lub pytania, które chcecie zadać to śmiało, piszcie w komentarzach!


Pozdrawiam,
Aelin Ether

niedziela, 8 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016 i plany na 2017

   
   Trochę z opóźnieniem, ale jest. Oto czytelnicze podsumowanie minionego roku. Nie jestem z niego zbyt zadowolona, jednak nie mogę narzekać na jakość książek jakie przeczytałam. Ponieważ zapisuję wszystkie tytuły jakie przeczytałam oraz ocenę od razu po skończeniu powieści poniżej dokładnie znajdziecie CALUTKĄ moją czytelniczą listę z 2016 roku, a później kilka zdań podsumowania.


Styczeń
1. John Flanagan - Zwiadowcy. Księga 1  7/10
2. Lois Lowry - Dawca   9/10
3. Lois Lowry - Skrawki błękitu   7/10
4. Lois Lowry - Posłaniec   8/10
5. P.C Cast + Kristin Cast - Naznaczona   5/10
6. P.J Palacio - Cud chłopak   6/10
7. Agatha Christie - Morderstwo w Orient Expresie   9/10

Luty
1. L.H Zelman - Tożsamość Anioła   5/10
2. Lisa McMann - Sen   7/10
3. Lisa McMann - Mgła   8/10
4. Lisa McMann - Koniec   8/10
5. Ewa Nowak - Wszystko, tylko nie mięta   9/10
6. Carlos Ruiz Zafon - Książę Mgły   5/10
7. Amy Ewing - Biała róża   9/10
8. Lauren Oliver - Panika   6/10
9. Victoria Avegard - Szklany Miecz   10/10 (zakończenie!!!)
10. Richaelle Mead - Akademia Wampirów   8/10
11. Richaelle Mead - Akademia Wampirów. W szponach mrozu   8/10
12. Agatha Christie - Noc w bibliotece   8/10

Marzec
1. Dan Brown - Anioły i demony   9/10
2. Sara Shepard - Pretty Little Liars: Kłamczuchy   8/10
3. Sara Shepard - Pretty Little Liars: Bez skazy   9/10
4. Sara Shepard - Pretty Little Liars: Doskonałe   8/10

Kwiecień
1. Danielle L.Jensen - Porwana pieśniarka   9,5/10
2. Sara Shepard - Pretty Little Liars: Niewiarygodne   8/10
3.Sara Shepard - Pretty Little Liars: Zepsute   8/10
4. Cinda Williams Chima - Król Demon   8/10

Maj
3. Marie Rutkoski - Niezwyciężona. Pojedynek   8,5/10
4. Cassandra Clare - Diabelskie Maszyny. Mechaniczny Anioł   8/10

Czerwiec
1. Stephen King - Carrie   7/10
2. Erika Johansen - Królowa Tearlingu   10/10
3. Collen Hoover - Maybe Someday (tutaj zapisane mam tylko serduszka)
4. Collen Hoover - Ugly Love   10/10
5, Sarah J. Mass - Królowa cieni   8/10
6. John Corey Whaley - Chłopak, który stracił głowę   7/10
7. Tarryn Fisher - Mimo moich win   10/10
8. Andrzej Sapkowski - Ostatnie życzenie 9/10

Lipiec
1. Rachel Hartman - Serafina   8/10
2. Leigh Bardugo - Cień i Kość   8/10 <3
3. Leigh Bardugo - Szturm i Grom   7/10
4. Rachel Hartman - Łuska w cieniu   9/10
5. Leigh Bardugo - Ruina i Rewolta   8/10
6. Kristin Cashore - Wybrańcy   9/10
7. Agatha Christie - Morderstwo w Orient Expresie   10/10 (ponownie)
8. Kristin Cashore - Iskra   8/10
9. Marie Lu - Rebeliant, Legenda   9/10
10. Marie Lu - Rebeliant. Wybraniec   9/10
11. Marie Lu - Rebeliant. Patriota   8/10
12. Cassandra Clare - Diabelskie Maszyny. Mechaniczny książę  7/10
13. Olga Gromyko - Zawód: Wiedźma 1   4/10

Sierpień
1. Trudi Canavan - Trylogia Czarnego Maga. Nowicjuszka   9/10
2. Trudi Canavan - Trylogia Czarnego Maga. Wielki mistrz   9/10
3. Alyxandra Harvey - Córka medium   9/10
4. Mia Sheridan - Bez słów   9/10
5. Stephen King - Lśnienie   7/10
6. Pittacus Lore - Jestem numerem cztery   7/10
7. Danielle L. Jensen - Ukryta Łowczyni   9/10

Wrzesień
1. Olivia Samms - Szkic. Kronika Bei   6/10
2. Cassandra Clare - Diabelskie Maszyny. Mechaniczna księżniczka   8,5/10

Październik
---------

Listopad
3. J.K. Rowling i innni - Harry Potter i Przeklęte Dziecko   10/10 (wkrótce recenzja)

Grudzień
--------


Zdecydowanie najgorszym moim czytelniczym miesiącem był październik i grudzień, co spowodowane było głównie brakiem czasu na czytanie. Luty i lipiec to te miesiące, w których siedziałam non stop z książkami, co raczej widać. W porównaniu do tamtego roku powieści, które czytałam teraz były grubsze i zdecydowanie lepiej trafiałam w ciekawe tytuły. Największym rozczarowaniem roku 2016 był Stephen King. Po tylu zachwytach spodziewałam się prawdziwej bomby, zdołałam przeczytać tylko dwie jego książki, z których żadna nie zmroziła krwi w moich żyłach. Jednak postanowiłam się nie zniechęcać. Zaskoczeniem była Colleen Hoover, Leigh Bardugo, Marie Lu oraz Danielle L. Jensen. Najszybciej przeczytaną książką w 2016 roku był " Harry Potter i Przeklęte Dziecko". Źle wspominam książki takie jak "Książe Mgły", "Zawód: Wiedźma 1" oraz "Szkic. Kroniki Bei". W sumie w 2016 roku przeczytałam 65 książek.


Plan na 2017 rok

   Nie chcę stawiać sobie wygórowanych wymagań, ani pisać, że "przeczytam tyle książek ile mam wzrostu", ponieważ w tym roku stawiać chcę głównie na jakość. Wybrałam sobie kilka głównych pozycji, które muszę przeczytać. Reszta książek będzie spontaniczna.
   Oto lista książek na 2017 rok:
1. Trudi Canavan - Kapłanka w bieli
2. Erika Johansen - Inwazja na Tearling
3.Jane Austen - Duma i uprzedzenie
4. Andy Weir - Marsjanin
5. Danielle L. Jensen - Waleczna Czarownica
6 George R.R. Martin - Starcie królów
7. Maggie Stiefvater - Król kruków
8. Diana Gabaldon - Obca
9. Siri Pettersen - Dziecko Odyna
10. Tarryn Fisher - Mimo Twoich Łez
11. Sarah J. Mass - Dwór mgieł i furii
12. S.J Kincaid - Diabolika
13. Cassandra Clare - Pani Noc
14. Marie Lu - Malfetto. Drużyna Róży
15. Stephen King - To



A wy, macie jakieś czytelnicze plany na ten rok? I jak myślicie, nie sparzę się ponownie na Kingu?
Zaczytanego Nowego Roku, kochani!





Aelin, 8 styczeń 2017

piątek, 6 stycznia 2017

9) Richelle Mead - Akademia Wampirów








Tytuł: Akademia Wampirów
Autor: Richelle Mead
Cykl: Akademia Wampirów (I)
Liczba stron: 336
Data wydania: 10 lutego 2010
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska







   Z "Akademią Wampirów" po raz pierwszy do czynienia miałam trzy lata temu, Już wtedy kompletnie wsiąkłam w świat Rose i Lissy. Pamiętam, jak z początkową niechęcią sięgnęłam po ten tytuł. Wampiry? "Kolejna historia typu Zmierzch"- pomyślałam. Jak bardzo mogłam się mylić!

   "Akademia Wampirów" rozpoczyna sześcio-tomowy cykl pod tym samym tytułem. I choć z początku nie byłam do niej przekonana to pochłonęłam cztery części, nawet kilka razy. Czyta się je wszystkie przyjemnie i choć pierwszy tom nie jest moim ulubionym to wspominam go bardzo dobrze. Niedawno miałam przyjemność po raz kolejny przeczytać ten tytuł, a to wszystko za sprawą mojej przyjaciółki, którą serdecznie pozdrawiam, Cudownie było mieć ją ponownie w swoich rękach i przywitać się z Rose, Lissą oraz Dymitrem jak ze starymi znajomymi. Postanowiłam, więc tym razem spojrzeć na nią chłodnym okiem i zrecenzować ją dla Was. 

   Bohaterowie w tej powieści to dobrze wykreowane postacie, których wszystkie cechy poznaje się wraz z biegiem historii. Rose, główna bohaterka, potrafi wybrnąć z każdej sytuacji, a jej cięty język czyni z niej zdecydowanie pozytywną w odbiorze postać. Lissa, najlepsza przyjaciółka Rose i moroj, nie przypadła mi zbytnio do gustu, odbierałam ją zawsze jako płaską i nudną postać. Lissę i Rose łączy więź, która jest niezwykła. Pozwala ona Rose "wniknąć" w ciało Vasilisy i widzieć to samo co mojorka. Podziwiam nie tylko ich magiczną więź, lecz także prawdziwą i dozgonną przyjaźń. 

   Książka jest lekka i przyjemna w odbiorze, lecz nie jest to jakieś wybitne dzieło, nad którym można było by się zachwycać godzinami. Czas przy niej leci szybciej, jednak po odłożeniu książki nie zostałam z nią myślami zbyt długo. Ot, lekka lektura na rozluźnienie. 

   Jednym z minusów, które teraz dostrzegłam jest styl autorki. Wydaje mi się zbyt infantylny, nawet jak na cykl dla młodzieży. Niektóre z dialogów wywoływały u mnie uśmiech. Opisy zaś były z początku ciekawe, jednak po mniej więcej połowie książki większość omijałam. 

   Wątek miłosny w tej powieści zasługuje na uznanie i myślę, że to głównie dzięki niemu nie odłożyłam tej książki po kilkudziesięciu stronach. Pomiędzy tajemnicami, strachem i niepewnością znalazło się miejsce na pożądanie. I właśnie tutaj pojawia się Dymitr, który powala mnie na łopatki za każdym razem. Uwielbiam sposób w jaki ta postać jest wykreowana i przedstawiona. Zaś jego relacje z Rose są czymś co podnosi moją ocenę dla tej książki. Z niecierpliwością czekałam na sceny, w których to zajdzie jakaś interakcja pomiędzy tymi obiema postaciami.

   Podsumowując, "Akademia Wampirów" pióra Richelle Mead jest książką lekką i przyjemną. Spędzony z nią czas nie jest zmarnowanym, Dzięki niej mogłam się zrelaksować i przez chwilę zatopić się w świecie dampirów i morojów oraz zasmakować szczypty niebezpiecznego pożądania. Chodź język i kunszt autorki nie jest specjalnie dobry to powieść ta zdecydowanie zasługuje na szansę.



Moja ocena: 7/10


Aelin, 6 styczeń 2017

piątek, 23 grudnia 2016

Wesołych Świąt!



 Życzę Wam wszystkim spełnienia marzeń! To my sami wiemy, co jest nam potrzebne.
Życzę Wam wszystkim wytrwałości! To ona sprawia, że chce nam się iść przed siebie.
Życzę Wam wszystkim radości! To ona czyni nasze dni piękniejszymi,
Życzę Wam wszystkim zdrowia! To dzięki niemu możemy w pełni wykorzystywać nasze życie.
Życzę Wam wszystkim książek! To one ubarwiają nam spędzone tutaj chwile.

sobota, 3 grudnia 2016

8) Colleen Hoover - November 9













Tytuł: November 9
Autor: Colleen Hoover
Liczba stron: 327
Data wydania: 9 listopada 2016
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski









   Po każdej książce Colleen Hoover moje serce rozpada się na tysiące kawałków ( może wyjątkiem jest "Hopeless", wtedy rozpadło się tylko na dwa). Tak było i tym razem. Czytanie sprawiało mi ból, a łzy cisnęły się do oczu. Po ostatniej kropce mój mózg odmówił współpracy, a ciało zostało zalane falą emocji - smutkiem, radością, miłością, fascynacją i zwątpieniem. Jak mam przestać szukać idealnej miłości skoro Colleen Hoover napawa nadzieją? Jak mam nie wątpić w to, że taka miłość istnieje, skoro wydaje się za bardzo literacka? "November 9" nie tylko pokazała mi nowe oblicze miłości, lecz także obudziła we mnie emocje i skłoniła do przemyśleń. Zdecydowanie jest to książka, o której będę pamiętała. Dlaczego? Na to pytanie znajdziecie odpowiedź w dzisiejszej recenzji.


' Whoever said the truth hurts was being an optimist. The truth is an excruciatingly painful son of a bitch. '

   "November 9" autorstwa Colleen Hoover opowiada o Fallon i Benie, osobach, które pewnego przypadkowo znalazły się w tym samym miejscu i tym samym czasie. Los chciał, by połączyła ich historia rodem z romansu. Fallon to dziewczyna marząca o wznowieniu kariery aktorki, przerwała ją z powodu nieszczęśliwego wypadku, który przytrafił się jej, gdy miała szesnaście lat, Od tamtej pory między innymi na jej twarzy widnieją blizny po oparzeniu, które zniszczyły jej karierę w Hollywood. Zaś Ben to student, który jest pisarzem. Jego osoba jest dość trudna to przybliżenia, więc przejdźmy dalej. "Chodź los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna się kolejny rozdział historii - tej realnej i tej fikcyjnej."

' "Kochała mnie" w cudzysłowie
Całowała mnie pogrubioną czcionką
PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami
Zostawiła mnie z wielokropkiem... '

   Książki Colleen Hoover mnie olśniewają i trafiają do mojej listy najlepszych jakie kiedykolwiek przeczytałam. Co jest ich fenomenem? "November 9" ujęło mnie przede wszystkim przesłaniem. Pokazało, że nie trzeba być idealnym, by zostać pokochanym, a miłość nie zawsze jest taka cudowna. Jest to opowieść o szukaniu samoakceptacji, miłości, a przede wszystkim o przeznaczeniu. Styl autorki jak zwykle sprawił, że książkę pochłonęłam w jeden wieczór. Barwne opisy nie przynudzały, lecz ubarwiały zdarzenia jak i całą opowieść.

' Uśmiechnęła się i opuściła głowę.
-Czuję się głupio.
-Ledwo cię znam, więc nie będę się z tobą kłócił na temat poziomu twojej inteligencji, bo możesz równie dobrze być głupia jak but. Ale przynajmniej jesteś ładna. '

   Zaczynając swoją przygodę z tym tytułem nie spodziewałam się kolejnej tak oryginalnej, a jednocześnie tak typowej dla tej pisarki opowieści. Nie mam tu na myśli przewidywalności, chociaż w sumie po głębszym zastanowieniu można się domyślić kilku rzeczy, chodzi mi raczej o ten styl tak bardzo "Hooverowski". Gdyby ktokolwiek dał mi do przeczytania rozdział jej książki, której dotychczas nie przeczytałam, bez przekazania mi informacji o tym, że to Colleen Hoover jest autorką, myślę, że zdecydowanie poznałabym jej dzieło. Co do owych rzeczach, których można było się domyśleć... Książka "November 9" wciąga i powoduje, że nawet jeśli mamy jakieś podejrzenia to one szybko zostają wymazane, ponieważ zostajemy wessani w wir zdarzeń.

'You'll never be able to find yourself if you're lost in someone else.'

   Wielokrotnie prawie krzyczałam na bohaterów, ponieważ byłam wściekła z tego jakich decyzji dokonywali. Jestem wielką romantyczką i może dlatego pochłaniam tak książki tej autorki, ponieważ doskonale oddają koloryt miłości w różnych etapach życia jak i są niezwykle romantyczne. Z drugiej strony, przez nie stawiam sobie bardzo wysokie wymagania dotyczące chłopców. Przez "Maybe Someday" mój idealny chłopak musi umieć grać na gitarze, zaś przez "November 9" musi umieć ubierać swoje uczucia w słowa jak i być zdolny do tego, aby kochać mnie taką jaka jestem - pełną skaz jak każdy, jednak zdecydowanie nie gorszą.

' Kiedy znajdujesz miłość, to ją bierzesz. Chwytasz obiema rękami i robisz co w swojej mocy, żeby jej nie puścić. Nie możesz tak po prostu od niej odejść i oczekiwać, że będzie trwać, dopóki nie będziesz na nią gotowa. '

' Jedną z rzeczy, o których zawsze staram się sobie przypominać, jest to, że każdy ma blizny. – mówi. – Wielu z nich ma gorsze ode mnie. Jedyną różnicą jest to, że moje
są widoczne, a większości ludzi nie. '

'Ciało to po prostu opakowanie dla skarbów, które skrywamy wewnątrz siebie. A Ty jesteś pełna skarbów. Bezinteresowności, życzliwości, współczucia. Tego co naprawdę się liczy. Młodość i piękno przemijają. Dobroć - nie.'

   Jesteśmy świadkami przemian zachodzących w życiu bohaterów, którzy spotykają się tylko raz w roku, właśnie tego tytułowego dziewiątego listopada. Możemy dostrzec dynamiczność i ulotność życia. Jednocześnie zauważając, że również nasze uczucia potrafią zgasnąć w ułamku sekundy. Colleen Hoover stosuje w swojej powieści wiele symboli, o których tak na prawdę nie mogę napisać, ponieważ byłoby to zbyt dużym spoilerem. Zauważyłam to dopiero teraz, pisząc tę recenzję, ponieważ książka oczarowuje, zabiera zdolność myślenia o czymś innym niż o niej samej. Jednak nie jest to tylko opowieść smutna i dołująca, jak w każdej książce tej autorki znajduje się w niej humor. Wiele razy uśmiechałam się szeroko, czytając dialogi czy przemyślenia bohaterów. Myślę, że to bardzo dobrze, że Collen Hoover zastosowała ten zabieg, ponieważ złagodził on resztę negatywnych emocji, które można było znaleźć w tej książce.


' - Ben. Czy ty... uprawiasz ze mną booksting?
- Booksting?
- Tak. No wiesz, kiedy seksowny facet rozmawia z dziewczyną o książkach. To jak sexting, tyle że na głos i z książkami zamiast seksu. Nie żeby to miało coś wspólnego z smsami. Dobra, więc pewnie nie ma też nic wspólnego z sextingiem, ale w mojej głowie to miało sens. '


   Ów tytuł przede wszystkim wpływa na czytelnika i jego sposób patrzenia na siebie. Nie potrafię rozwodzić się nad geniuszem Collen Hoover nie odwołując się do konkretnych przykładów z "November 9", jednak jeśli ktokolwiek uważa jej książki za płytkie lub bez głębszego sensu, powinien przeczytać właśnie ten tytuł. Widzimy tutaj wewnętrzną przemianę Fallon, która pod koniec książki wręcz rozkwita. Pod wpływem miłości ( i nie tylko) z zakompleksionej dziewczyny przeistacza się w pewną siebie, młodą kobietę. Fenomenem pani Hoover jest sposób w jaki obrazuje czytelnikowi uczucia, odwołując się do znanych nam sytuacji życiowych. Właśnie to uwielbiam w jej powieściach - mogę w nich znaleźć cząstkę siebie.

' Na moje wady patrzy przez palce
Ma o mnie fałszywe mniemanie
Lecz pieszcząc ustami mą skórę
Odkryje, że ją oszukiwałem '

   Reasumując, książka Colleen Hoover pod tytułem "November 9" jest powieścią zapadającą w pamięć. Zachwyca, wciąga jak i również przytłacza emocjami, którymi jest naszpikowana. Nie da się jej czytać z obojętnością. Na jej kartach każdy odnajdzie cząstkę siebie, a dzięki temu wczuje się w tą historię - pełną radości, smutku, miłości i bólu. Opowieść, przynajmniej mnie, skłoniła do refleksji na temat samoakceptacji i swojej fizyczności. Pomaga spojrzeć na miłość inaczej, nie z perspektywy codziennych spotkań, mijanych dni, lecz z perspektywy lat. Ukazuje, w jaki sposób to niesamowite uczucie rozwija się, jak jasno potrafi płonąć. Pokazuje również jak emocje wpływają na to co robimy, jak się zachowujemy. Polecam ją osobom, które tak jak ja uwielbiają odnajdywać w książkach siebie, a przede wszystkim nie boją się tego robić, jak i osobom, które chcą przeczytać coś więcej niż kolejny dobry romans.




Moja ocena 10/10



Aelin, 03-12-2016

niedziela, 20 listopada 2016

7) Susan Dennard - Prawdodziejka









Tytuł: Prawdodziejka (Truthwitch)
Autor: Susan Dennard
Cykl: Czaroziemie
Liczba stron: 391
Data wydania: 12 października 2016
Wydawnictwo: SNQ
Tłumaczenie: Regina Kołek i Maciej Pawlak











" Przypomniała mi dlaczego sięgnęłam po fantastykę: znajdziemy tu niebezpieczny i tętniący życiem świat, bogato nakreślone postaci i olśniewającą intrygę (...) I o ile Susan Dennard oddaje hołd klasyce, to kładzie również podwaliny pod zupełnie nowy rozdział w historii gatunku." 
~~Sarah J. Mass


   "Przyjaźń potrafi być opowieścią mniej epicką od miłości" - takie słowa możemy przeczytać w podziękowaniach znajdujących się na końcu książki debiutującej Susan Dennard. Niezbyt często wspominam o tej części książki, w której autor dziękuje i wymienia nazwiska wielu ludzi, ponieważ rzadko je czytam. Dla "Prawdodziejki" musiałam zrobić wyjątek, ponieważ zauważyłam w niej nazwisko znanej autorki - litery głosiły, że Sarah J. Mass jest bardzo dobrą przyjaciółką pisarki. Wtedy recenzja autorki "Szklanego Tronu" czy "Dworu Cierni i Róż" okazała się uzasadniona, bowiem po przeczytaniu tej książki nie rozumiałam jej sensu. Wcale nie chcę powiedzieć, że "Prawdodziejka" to zła książka, ponieważ dobrze spędziłam czas czytając ów tytuł, jednak zachwyty zawarte w słowach Pani Mass, umieszczone na "skrzydełkach", moim zdaniem są mocno przesadzone. 

   "Prawdodziejka" opowiada o losach Safi i Iseult - młodych czarodziejek, które wpadły w tarapaty. Safiya jest jedyną w Czaroziemiach prawdodziejką, zdolną wykryć każde kłamstwo. Ukrywa ona swoją moc, by nie została wykorzystana. Iseult zaś jest więzodziejką, lecz jej moce są tajemnicą nawet dla niej. Obie są więziosiostrami - połączone przez los, nierozłączne tworzą doskonały duet. Jednak zbliżają się niespokojne czasy, a dziewczyny, które pragnął przede wszystkim wolności muszą uciekać i walczyć o przetrwanie w świecie, który nie jest już tak przyjazny jak kiedyś.

   Tytuł ten przyciągnął moją uwagę nie tylko recenzją na okładce oraz ze względu na opinie Anity z "Book Reviews by Anita", lecz także intrygującą okładką, bardzo dobrze oddającą ducha książki, bowiem centrum, alfą i omegą w niej jest tytułowa prawdodziejka - Safiya fon Hasstrel.  I jak zazwyczaj uwielbiam mocnych bohaterów tak tutaj, Safi mnie irytowała. Zdecydowana, waleczna, ale jednocześnie płaska i nierealistyczna. Autorka starała się stworzyć wielowymiarową postać, podczas gdy stworzyła zwykłą i nudną bohaterkę, która czasami na prawdę potrafi zdenerwować czytelnika. Towarzyszy jej Iseult, jej więziosiostra, rozsądna i spokojna, "beta" w owym duecie. Z nią problem jest identyczny, kolejna nudna postać, która nie jest niczym więcej niż opanowaną, nieznającą swojej mocy dziewczyną z obsesją na punkcie bezpieczeństwa i dobra Safi. 
   Większość postaci w "Prawdodziejce" jest czarna lub biała, bohaterowie nie mają różnych cech - są po prostu źli, dobrzy lub udający złych. W przeciwieństwie do Sarah J. Mass nie widzę tutaj bogato nakreślony bohaterów. Wyjątkiem może być Aedun i Lalkarka, które są moimi ulubionymi razem z Merikiem. Aedun to krwiodziej, który urzekł mnie swoją prawdziwością na tle innych postaci, zaś Lalkarka jest postacią z bardzo ciekawie wykreowaną historią. Gdybym, miała napisać o nich więcej, musiałabym zdradzić sporą część fabuły, a tego chyba nikt nie chce. Wymieniłam jeszcze Merika - postać w miarę zwykłą, lecz z powodu sposobu opisywania jego osoby nie mogę o nim zapomnieć, autorka po prostu sprawia, że czytelnik ulega urokowi księcia i nie chce od niego uciec.

   Jednym z plusów "Prawdodziejki" jest łatwy i przyjemny styl autorki. Książkę czytało mi się na prawdę szybko i przyjemnie. Świat, wymyślony przez Susan Dennard urzekł mnie i wessał. Mamy tutaj do czynienia z niewątpliwie wielką wyobraźnią pisarki, która prezentuje nam miejsce przemyślane i pełne magii, która zaczarowywuje. Barwne opisy zdecydowanie pobudziły moją wyobraźnię. Zwłaszcza opisy walk były bardzo dobrze napisane, prawie słyszałam brzdęk metali i oddechy walczących! Akcja jest szybka i wartka, nie sposób się nudzić - wyjątkiem jest koniec powieści, przez który brnęłam niczym przez smołę. Wtedy zaczyna robić się na prawdę nudno, a autorka wiedząc o tym chce wszystko naprawić nieudolnym zwrotem akcji, który nie wywarł na mnie ogromnego wrażenia.

   Sam pomysł na fabułę był doskonały, lecz jego wykonanie już trochę mniej. W "Prawdodziejce" znajdziemy wiele przeplatających się ze sobą wątków. Jednym z nich jest typowy wątek miłosny, który moim zdaniem jest prawdziwą porażką, ponieważ jest przewidywalny i schematyczny. Oprócz niego możemy zauważyć wątek polityczny, który bardzo mi się spodobał i wolałabym żeby był bardziej rozbudowany. Wiele wątków zostało uciętych, nie wiem czy pojawiają się w następnej części, więc nie uznaję tego za minus - być może było to zaplanowane działanie, które miało na celu zachęcenie do poznania dalszych losów bohaterów. Intryg nie było zbyt wiele co mnie zasmuciło, jednak opisy dziejów Czaroziemi mnie zachwycił. Powieść jest przewidywalna, lecz nie zniechęcało mnie to do dalszego czytania. Jak już wcześniej wspomniałam autorka próbowała zastosować zwrot akcji, jednak zrobiła to trochę nieudolnie i marnie jej to wyszło. Nie wiem czy to dlatego, że przeczytałam wiele książek z gatunku fantasy, czy też przez brak doświadczenia pisarki co zdecydowanie odbiło się na jakości treści.


   Podsumowując, "Prawdodziejka" pióra Susan Dennard jest dobrą i lekką lekturą na długie jesienno-zimowe wieczory, Klimat w niej panujący, urzeka i wywołuje uśmiech na twarzy. Styl autorki jest przyjemny, świat doskonale wykreowany. Minusem jest przewidywalność i zdecydowanie szablonowi bohaterowie, którzy czasami potrafią zdenerwować. Niedokończone wątki i romans uznam za neutralne punkty, które ani nie podwyższają, ani nie zaniżają oceny. Opisy przyrody i walk przenoszą czytelnika w zupełnie nowy świat pełen magii i walki o przetrwanie. Zdecydowanie jest to książka, którą warto przeczytać, chociażby dla wyrobienia sobie własnej opinii, zaznajomienia się z tym niezwykłym światem oraz spędzenia przyjemnych chwil z Safi, Iseult oraz Merikiem. Czekam na kontynuację, mając nadzieję, że debiut nauczył czegoś Susan Dennard, a jej dobra przyjaciółka Sarah J. Mass udzieliła jej pewnych wskazówek sprawiając, że kontynuacja powali mnie na kolana!






Moja ocena: 7/10

Aelin, 20 listopada 2016